Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Balansowanie na krawędzi

Zaczął od eksplorowania jaskiń, teraz samotnie wspina się na niedostępne skały

28082017

Plantator, biznesmen, instruktor nauki zawodu w Centrum Integracji Społecznej, fascynat wspinaczki wysokogórskiej.

Niemal codziennie wyznacza sobie nowe cele, zadania do wykonania. Cały czas aktywny, non stop w ruchu. Podejmuje wyzwania wobec samego siebie i przekracza kolejne granice własnej wytrzymałości – taki właśnie jest 32–letni Kamil Lorek.
– Czy za dużo? Może tak, ale dobrze mi z tym – uśmiecha się. – Moją wiodącą pasją jest wspinaczka, ale mam wiele zainteresowań. Wszystkie związane z solidną dawką adrenaliny, z ryzykiem. To nic nowego, bo kto mnie zna, wie, że zawsze szukałem sportowych wrażeń.

Chrzest w Żabiej
– Wspinaczką zaraził mnie znajomy – zapalony grotołaz. Pewnego razu, a miałem wówczas 19 lat, pojechałem z nim do wspinaczkowej stolicy Polski – Jury Krakowsko–Częstochowskiej. To nie była wyprawa eksploracyjna, tylko luźne zejście do jaskiń. Chciałem zobaczyć, jak to jest być na dole, pierwszy raz doświadczyć kontaktu z linami. Czasami musiałem się schylić, nieraz czołgać lub przeciskać przez wąskie tunele. I oczywiście zaklinowałem się w jaskini Żabiej. Aby wydostać się z opresji, musiałem polegać tylko i wyłącznie na sobie. Ta jaskinia była moim chrztem bojowym. Wszystkie trudy zrekompensował mi widok pięknych form naciekowych niedostępnych dla zwykłych śmiertelników oraz wspaniała atmosfera komnat jaskiniowych. Eksploracja dostarczyła niesamowitych wrażeń. Po powrocie czułem, że coś we mnie ruszyło… Więc schodziłem do kolejnych jaskiń, podziwiałem, nabierałem wprawy. Wspinałem się też po skałach, bo Jura to teren wymarzony dla miłośników tego sportu – opowiada.
Z czasem stwierdził, że jednak szuka czegoś więcej.
– Pierwsze górskie kroki stawiałem, wchodząc na Mnicha (2068 m n.p.m.) w Tatrach drogą Robakiewicza. Ta wyprawa wiele zmieniła w moim życiu. Jestem indywidualistą, taką Zosią Samosią jeśli chodzi o wszystko. Nie lubię, gdy ktoś mi pomaga, a w górach jestem zdany na siebie, to mnie uspokaja, wycisza – wyjaśnia.
Jak przyznaje, sporadyczne wcześniej wyjazdy w góry zaczęły się nasilać.

Więcej w papierowym wydaniu Gazety Mikołowskiej

KALENDARIUM

NA AFISZU

14.08.2017 plakat 129.07.2017 plakat 003 

24.06.2017 plakat 001 18.06.2017 plakat 004

02.08.2017 plakat17.08.2017 plakat

 23.07.2017 plakat 00229.07.2017 plakat 001

12.07.2017 plakat114.08.2017 plakat 2

14.08.2017 plakat 314.08.2017 plakat 4

Przewiń na górę